Polski

CZY WIECIE, ŻE… TRAVIATA Od premierowej „klapy” po miano przeboju…


Aż trudno uwierzyć, że prapremiera Verdiowskiej Traviaty (1853) w Teatro La Fenice w Wenecji była jedną wielką „klapą”. Niezadowolenie publiczność wyrażała głośnymi okrzykami przy otwartej kurtynie i kpinami z głównej wykonawczyni Fanny Salvini-Donatelli. Widzowie byli niemile zaskoczeni, że zamiast błyskotliwej, smakowitej tragedii w historycznej scenerii, otrzymują współczesny obraz obyczajowy. Donatelli była wprawdzie świetną śpiewaczką, ale jej „kwitnący” wygląd mimo charakteryzacji czynił ją niewiarygodną jako wykonawczynię chorej na suchoty , bliskiej śmierci kurtyzany. Szybko jednak – bo rok później – wszystko się zmieniło. Po przeniesieniu akcji, stosownie do panujących wtedy gustów publiczności , w wiek XVIII, przedstawienie w kostiumach historycznych w Teatro San Bernadetto w Wenecji stało się wielkim sukcesem.
I tak jest do dziś; ilekroć Traviata pojawia się na scenie – budzi ogromne zainteresowanie publiczności i chociaż realizatorzy prześcigają się w pomysłach na „odświeżenie” tematu, widzowie koncentrują się na efektownej i wspaniałej muzyce mistrza z Busseto.
W Łodzi Traviata pojawiła się po raz pierwszy w Operze Łódzkiej (1955) w reżyserii Emila Chaberskiego ze znakomitymi w swych rolach: Zofia Rudnicką (Violetta) i Romualdem Spychalskim (Alfred). Później – już w Teatrze Wielkim – publiczność gorąco oklaskiwała w tytułowej partii m.in. Delfinę Ambroziak i Teresę May-Czyżowską (1972), Romę Owsińską (1987) i Joannę Woś (2013).
A jak będzie tym razem? Nie mamy wątpliwości, że kolejna sceniczna odsłona operowego przeboju Verdiego  nikogo nie zawiedzie, a wręcz przeciwnie!
Traviata wiecznie żywa? A jakże! Premiera już 9 lutego. Zapraszamy.

 

zdjęcie po lewej: Zofia Rudnicka (Violetta), Romuald Spychalski (Alfred), Traviata 1955 r., fot. Jerzy Neugebauer