Polski

CZY WIECIE,ŻE… ROSSINI – wątpliwości i rozterki


Drogi Boże, oto jest, ukończona, moja mała Msza. Czy to, co stworzyłem, to na pewno święta muzyka (musique sacrée), czy może raczej muzyka potępiona (sacrée musique)? Dobrze wiesz, że urodziłem się dla opery buffa! Trochę umiejętności, trochę serca, to wszystko. Bądź więc błogosławiony i przyjmij mnie do Raju.
Gioacchino Rossini – przez biografów przedstawiany jest jako człowiek obdarzony błyskotliwym, choć nieco cynicznym poczuciem humoru; jednocześnie jako ktoś zakompleksiony, upokorzony i przekonany o zmarnowaniu swojego talentu. Czy słusznie? Jego kompozycje wcale o tym nie świadczą… W naszym Teatrze wspaniałą muzykę Mistrza mieliśmy okazję usłyszeć w takich dziełach jak: Cyrulik sewilski (1969, 1985, 2014), Włoszka w Algierze (1980, 2008), Kopciuszek (2007) i Stabat Mater (2012) i zawsze była ona przyjmowana z największym aplauzem i podziwiana za kunszt, pogodę ducha i muzyczny dowcip.
Wszyscy pracują dla trzech rzeczy: sławy, złota i przyjemności. Sławę już mam, złota mi nie trzeba, a przyjemności już dawno mnie znudziły… Te słowa Rossiniego może i zaskakują ale też sugerują, jakie podejście do życia i twórczości miał ten mistrz kompozycji ale i mistrz… kulinarnego fachu – bo i z tego był znany.
Kulinarnego talentu Rossiniego nie sprawdzimy… A muzykę? Wszystko przed nami!